W życiu każdego człowieka, w najróżniejszych sytuacjach, przychodzi moment przełomowy, tak zwany błysk. Zdajemy sobie wtedy sprawę, że przez dłuższy czas robiliśmy coś źle, lub co gorsza robiliśmy coś, czym nigdy nie chcieliśmy się zajmować. W moim przypadku były to wszelkiego rodzaju sprzęty służące mi przez wiele lat do szeroko rozumianej rozrywki elektronicznej. Grałem dużo, zdecydowanie za dużo. W bibliotece posiadam kilka tytułów, w których licznik przekręcił już dawno tysiąc godzin, o tych z setkami czy dziesiątkami nawet nie wspomnę…
Komputer towarzyszył mi w pracy i w domu, był rozrywką, spokojną ostoją, miejscem wyciszenia, ale też źródłem frustracji, pożeraczem czasu i generatorem FOMO. Nie chcę tutaj jednak demonizować samego medium, bo wykorzystywane w odpowiedni sposób jest równie dobre co wizyta w kinie czy obejrzenie dobrego serialu. Trzeba tylko znać granicę, czego mi właśnie brakowało. Moment kulminacyjny nastąpił u mnie w środku jednej z bezsennych nocy, gdy po raz kolejny siedziałem przy komputerze zdecydowanie zbyt długo przeglądając losowe filmy na YouTube. Koiłem nerwy po przegranych pojedynkach rankingowych starając się nie wpaść w obłęd, gdy moją uwagę przykuł jeden z filmów. Był to ten typ wideo, na których host słucha jakiegoś utworu po raz pierwszy, a widz może obserwować jego reakcję. W tym momencie nie ma absolutnie żadnego znaczenia jaki to był kawałek ani kto na niego reagował. Ważne jest to, że wywołał on u mnie efekt przerwania cyklu – po filmie przesłuchałem sam utwór jeszcze dwa razy, wyłączyłem komputer i poszedłem spać. Kolejnego dnia w ogóle nie włączyłem komputera, tylko zacząłem przesłuchiwać całe albumy przypominając sobie to, czego tak dawno nie słyszałem i nie czułem. W trakcie słuchania pochłaniały mnie codzienne czynności, których podczas grania absolutnie nie ma jak zrobić, np. sprzątanie czy gotowanie. Głowa zaczęła się uspokajać, dzień po dniu coraz mniej myślałem o kolejnej partii w ulubioną grę, a dziś, po kilku miesiącach, mogę śmiało stwierdzić, że muzyka odciągnęła mnie skutecznie od nadmiernego korzystania z komputera czy konsoli już na stałe. Tak właśnie wyglądał mój błysk, mój moment przełomowy.
Od razu uspokoję każdego szukającego drugiego dna – nie przeszedłem z jednego nałogu w drugi. Muzyka jest teraz ze mną przez masę czasu, ale nie pochłania mnie bez granic. Słucham jej podczas luźniejszej pracy, przy obowiązkach domowych czy na kilka chwil przed spaniem. Przy okazji rozbudowuję swoje playlisty, które wcześniej potrafiły przez kilka miesięcy wyglądać tak samo. Podczas przesłuchiwania kolejnych albumów wielokrotnie trafiam na kawałki, które pamiętam sprzed laty, kiedy to moim jedynym sprzętem audio był stary kaseciak. Wyłapywałem wtedy ulubione audycje w radiu i nagrywałem co bardziej wpadające w ucho utwory na kasety, które później odtwarzałem dosłownie do zdarcia. Rozstrzał gatunkowy na moich składankach był tak ogromny, że ciężko byłoby to w jakikolwiek sposób sklasyfikować, ale przyglądając się moim polubieniom z ostatniego miesiąca pewnie byłoby podobnie. Dziś wszystko do mnie wraca i mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że odkrywam muzykę na nowo.
A odkrywam ją na wiele sposobów, bo rozszerza się moja kolekcja albumów na CD, poznaję coraz więcej klasyków na winylach i rozbudowuję moje biblioteki cyfrowe. Playlisty puchną z dnia na dzień, zagłębiam się w historie powstawania utworów, poznaję losy artystów i dowiaduję się co nimi kierowało przy pisaniu danego kawałka. Choć zakres gatunkowy przesłuchiwany na co dzień jest u mnie dość szeroki, to jednak chciałbym złożyć tutaj swego rodzaju deklarację. W ramach Mix//Gen zamierzam skupiać się typowo na cięższym brzmieniu. Oczywiście spojrzenie będzie tutaj dość szerokie, bo nie braknie ani black metalu ani pop-punku, ale dokładniejszy obraz tego co mi w duszy gra będzie można odczytać lepiej po kilku, może kilkunastu artykułach. Do tego czasu mam nadzieję, że zdążymy się już dobrze poznać, oraz że mój styl pisania trafi idealnie w Twój gust.
A propos lepszego poznania się, to w tym miejscu chciałbym podzielić się odrobiną informacji o mojej muzycznej stronie. Szeroko rozumianym rockiem interesuję się mniej więcej od czasu premiery albumu Mezmerize od System of a Down, czyli od 2005 roku. Była to moja pierwsza płyta, która nie była typową mieszanką popularnych, radiowych kawałków a trafiła w moje ręce prosto od dobrego kolegi. Energia, która płynęła z tego albumu sprawiła, że moje nastoletnie serce zabiło szybciej i zwróciło się na stałe w kierunku mroczniejszych dźwięków. Od tamtego momentu zacząłem poznawać coraz więcej nowych artystów i zespołów kształtując swój gust i budując świadomość muzyczną. Wśród ulubionych zespołów zawitały takie składy jak HIM, Evanescence, Nightwish, Blink 182 czy Linkin Park. Inspirując się Tomem DeLonge (Blink 182) chwyciłem w ręce gitarę i do dzisiaj ćwiczę regularnie kolejne riffy, natomiast zauroczony grą i wokalem Amy Lee (Evanescence) rozpocząłem naukę gry na pianinie. Wszystko po to, by nie tylko słuchać muzyki, ale także samemu ją grać i przeżywać jeszcze bardziej niż przy samym odsłuchaniu. Obecnie jestem na etapie muzycznej archeologii, gdzie poznaję inspiracje moich ulubionych artystów przesłuchując albumy z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, próbując poczuć w nich to, co mogli czuć moi idole słuchający ich w czasach premiery. A jest to zadanie niełatwe, bo ciężko zresetować głowę i słuchać ich bez porównywania do późniejszych kawałków, które uwielbiam, a które ówcześnie jeszcze nie istniały.
Strona nie będzie zdecydowanie „newsroomem”, nie zamierzam śledzić wszystkich wytwórni i portali branżowych, żeby tylko powielić informację o nowym singlu czy planowanej EP-ce. Mix//Gen ma być pomnikiem muzyki rzeźbionym co dzień po trochu, opisującym legendarne zespoły i albumy. Bo czasem napiszę o zespole, jego historii i moich przemyśleniach na ten temat, a innym razem wezmę na warsztat konkretny album i rozłożę go na czynniki pierwsze. W planach mam też pojawienie się na kilku wydarzeniach i koncertach, o czym na pewno też będę chciał napisać, bo wydarzenia muzyczne na żywo mają całkiem inną moc…
[] Sebastian